Nerwica natręctw nerwica, depresja, objawy nerwicy, zespół natręctw, ZOK, OCD, obsesje, kompulsje

Historia Joanny

Witajcie, chcę podzielić się z Wami swoją historią.

Bardzo się ucieszyłam, kiedy znalazłam tę stronę kilka dni temu. Akurat znów naszły mnie myśli i szukałam w googlach czegoś, co mi pomoże spojrzeć na to z boku. Miałam znów wrażenie, że tylko mnie nachodzą myśli, od których nie potrafię się uwolnić i wtedy znalazłam tę stronę i Wasze wypowiedzi. Postanowiłam napisać, bo ostatnio zaczynam dostrzegać światełko w tunelu;), mam lepsze i gorsze dni, ale te lepsze w końcu się zdarzają, kiedyś nie było ich wcale, teraz bywa, że nie mam obsesyjnych myśli przez chwilę, godzinę, parę godzin, czasem nawet zdarzy się dzień lub dwa. Właściwie jestem klasycznym przypadkiem, czego dowiedziałam się z broszurki, którą dostałam od psychiatry. Mam 32 lata, do psychiatry trafiłam chyba 2 lata temu, a obsesje zaczęły się u mnie, kiedy miałam ok. 13 lat. To jest właśnie ta klasyka z książeczki. Początek w wieku dojrzewania, a psychiatra ok. 30 roku życia, kiedy wydaje się człowiekowi, że zwariował i w końcu idzie na wizytę. Było to dla mnie dość szokujące, te informacje, bo wydawało mi się, że dotknęło mnie coś wyjątkowego i tylko mnie to dotyczy. Kamień spadł mi z serca, kiedy się dowiedziałam, że to zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne i nie tylko ja je mam.

Zaczęło się u mnie od obsesyjnego sprzątania kilka razy dziennie i nie wpuszczania nikogo do pokoju, żeby mi nie nabrudzili. Wiedziałam, że to dość dziwne, bo nikt w moim otoczeniu nie miał tego do takiego stopnia. To było kilka lat po rozwodzie moich rodziców i ogólnie dość stresująca była to dla mnie sytuacja, bo oni zakładali nowe rodziny, mieli nowe dzieci i jakoś się w tym musiałam odnaleźć, poza tym alkohol. Później miałam etap lęku przed chorobami: nowotworem, pasożytami, kleszczami, tasiemcem, wszami, pchłami itp. oczywiście znałam na pamięć ich cykle rozwojowe, sposoby przenoszenia itd. To było w podstawówce i liceum. Za każdym razem wydawało mi się, że to się skończy, kiedy się dowiem, że to mnie nie dotyczy, ale to przynosiło tylko chwilową ulgę.

Później zaczęły się obsesyjne myśli. Np. dręczyłam się pytaniem: "Czy jestem głupia?". Myślę, że to dlatego, że mój ojciec mówił często , że "baby są głupie", albo przejawy emocjonalności traktował jako głupotę, niezrównoważenie itp. I tak sobie wczoraj uświadomiłam, że ta myśl dręczyła mnie ok. 10 lat. W tym czasie przeprowadzałam różne argumentacje: np. zawsze dobrze się uczyłam, bardzo dobrze zdałam maturę, dostałam się na studia w innym mieście, więc chyba nie jestem głupia? Ale mój własny ojciec potrafił mi powiedzieć, że jestem głupia, więc gdybym nie była, to by mi chyba tego nie powiedział. Poza tym czasem lęk przed tym, że okażę się głupia paraliżował mnie, gdy miałam coś powiedzieć np. na studiach i wtedy rzeczywiście może wyglądało to trochę niezręcznie, czy głupio, co interpretowałam jako potwierdzenie, że chyba jednak jestem głupia. Robiłam sobie testy na inteligencję, podpytywałam ludzi, co na ten temat sądzą, a gdy mówili mi, że uważają, że nie jestem głupia, to i tak im nie wierzyłam i się zadręczałam.

Na takiej samej zasadzie od lat przeprowadzam argumentacje na różne tematy. Miałam na tapecie grzech, seksualność, co na ten temat mówi Kościół itp. - niekończące się dyskusje, które prowadziłam albo w głowie, albo z innymi. Mam też za sobą okres dewocji, codziennie Msza św., modlitwy trwające np. 2 godziny, dopiero po jakimś czasie, po ok. 5 latach zrozumiałam, że to nie jest prawdziwa wiara i pobożność, tylko wykorzystywanie wiary jako kompulsji, na takiej zasadzie, jak sprawdzanie kurków, czy żelazka, żeby uniknąć lęku. Tak jak argumentowanie bez końca, żeby pozbyć się lęku.

Miałam też i mam nadal rozpamiętywanie przeszłości, czyli "przeżuwanie", przypominałam sobie ze szczegółami, co zrobiłam i wydawało mi się, że gdzieś tam w życiu może popełniłam błąd, może jestem nie w tym miejscu, w którym powinnam być? I to dlatego czuję taki lęk i niepokój. Może np. powinnam była zostać zakonnicą, a nie wyjść za mąż? Może dlatego czuję taki niepokój, bo minęłam się z powołaniem? I tak w kółko. Zawsze są to myśli, które dotyczą spraw fundamentalnych w moim życiu. I pewnie dlatego podsycają i tak ogromny lęk i niepokój.

W którymś momencie zaczęłam zauważać, że mechanizm zawsze jest ten sam: Czuję lęk, wydaje mi się, że takiego lęku nie można czuć bez powodu, więc pojawia się jakiś powód w postaci myśli: np. Może boję się, bo tak naprawdę jestem głupia i bezwartościowa, potem próba argumentacji, jestem głupia, czy nie jestem? Najgorsze było to, że potrafiłam tak argumentować, żeby raz wyszło, że jestem głupia, a potem druga argumentacja, z której wychodziło mi, że chyba jednak nie. I złudzenie, że jak przemyślę to jeszcze raz, to może w końcu wymyślę rozwiązanie i tak myślałam 10 lat. Jak już mi to przeszło i odkryłam, że nie jestem głupia. Zaangażowałam się naukowo (chyba nie muszę wspominać, że w temat wsiąkłam obsesyjnie), myślę, że głównie po to, żeby sobie i ojcu udowodnić, że nie jestem głupia. Wydawałoby się, że już mogę być szczęśliwa, rozwiązałam przecież zagadkę i nie jestem głupia! Ale skąd, pojawiał się inny problem, którym potrafiłam się zadręczać przez kolejne lata. Bywały też oczywiście 2 lub 3 problemy którymi zadręczałam się w tym samym okresie na zmianę.

I najgorsze jest to, że już widzę, że te zagadki nie mają znaczenia, jeśli chodzi o treść, że nie są prawdziwym problemem, ale ta, którą aktualnie mam na tapecie, zawsze wydaje mi się "prawdziwym problemem" do rozwiązania i jak już jestem w takim "ciągu", to łudzę się też, że jak to rozwiążę, będę w końcu mogła być szczęśliwa i będę mogła zacząć żyć, ale ta chwila nie nadchodzi, bo jak rozwiążę jeden "prawdziwy problem", zaraz pojawia się następny. Tzn. ostatnio pojawiają się chwile, kiedy czuję, że żyję , najpierw jako sekundy wolności, minuty, czasem godziny, czasem pół dnia, a mój rekord to chyba na razie około 2, 3 dni. Na tej stronie po raz pierwszy przeczytałam o egocentryzmie nerwicowym, co z pewnością mam, bo ciągle mówię najbliższym o tym, co się dzieje w mojej głowie i chyba widać to po długości tego wpisu.

Tak na dobre coś się ruszyło, kiedy pojawił się kryzys w małżeństwie i oczywiście też mnóstwo obsesyjnych myśli z tym związanych. Miałam wtedy takie stany lękowe i obsesje, że nie mogłam wysiedzieć w pracy, dzwoniłam do znajomych i ich wkręcałam w to, żeby myśleli ze mną i z moją chorą głową szukali rozwiązań. Zamęczałam moje przyjaciółki, znajome rozmowami , czasem kilkugodzinnymi, z których nic nie wynikało prócz większego napięcia, a one nie rozumiały mnie, bo akurat czegoś takiego nie doświadczyły. Bałam się wtedy, że zwariowałam, albo, że jak tak dalej pójdzie, to zwariuję. Zastanawiałam się też, czy może nie opętał mnie jakiś zły duch. Przyjaciółka, która ze mną rozmawiała, choć mnie nie rozumiała, poradziła mi, abym wybrała się do starego księdza egzorcysty, który w ogóle jest mądry i zna się na ludziach i wybrałam się.

Po rozmowie powiedział mi, że nie jestem opętana, lecz mam nerwicę, że on na to nic nie poradzi i żebym wybrała się do psychiatry. Na początku myślałam, że może pomoże mi sama świadomość, że nie jestem opętana (bo to w końcu kamień z serca) i że to „tylko” nerwica, ale nie pomogło. Wybrałam się do psychiatry, który mi powiedział, że to zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. Byłam naprawdę szczęśliwa, że nie zwariowałam, że ludzie to mają i że to można leczyć. (Mieszkam w Warszawie, byłam u psychiatry na Dolnej, przy szpitalu psychiatrycznym jest poradnia, takie niskie budynki po prawej stronie, tam można się umówić na wizytę na NFZ). Lekarz zaproponował mi leki i terapię poznawczo-behawioralną. Bałam się leków, tzn. nie chciałam się uzależnić, obawiałam się też skutków ubocznych i zdecydowałam się ich nie brać, choć w gorszych chwilach chciałam spróbować, ale jakoś do tej pory nie brałam. Wybrałam się na terapię poznawczo- behawioralną do Centrum Terapii Poznawczo-Behawioralnej na Wilczej

Chodziłam tam kilka miesięcy raz w tygodniu, proponowano mi częściej, bo to się ponoć praktykuje, ale ponieważ to było odpłatne, częściej nie mogłam. Tam zaczęłam patrzeć na obsesje i kompulsje jak na mechanizm i czasem udawało mi się spojrzeć z boku na to, co działo się w mojej głowie. Tam też nauczyłam się, że wchodzenie w te myśli i analizowanie ich prowadzi do błędnego koła niepokoju i lęku i że rozwiązaniem jest wyjście z niego, czyli skupienie się na tym, co się dzieje teraz i zaangażowanie w życie teraz, choć kiedy myśli dręczą, wydaje się, że to ostatnia rzecz, którą można zrobić i dużo lepszym rozwiązaniem wydaje się niestety przemyślenie tego jeszcze raz. Tego się wtedy nauczyłam w teorii i trochę obserwując swoją codzienność, ale zastosować to jest bardzo trudno. W tamtym okresie chodziłam na Msze św. z modlitwą o uzdrowienie na Skaryszewską i do jezuitów na Rakowiecką. Myślę, że dawały mi nadzieję. Mój mąż mnie wspierał, ale myślę, że próbowałam to w niewłaściwy sposób wykorzystać, wciągając go w rozwiązywanie zagadek i analizowanie i sądzę, że to było za dużo. Teraz staram się go już nie obciążać, tzn. mówię np., że dręczą mnie myśli, ale już o nich nie opowiadam.

W tamtym czasie zapisałam się na program „Wreszcie żyć 12 kroków ku pełni życia” oparty na programie 12 kroków dla anonimowych alkoholików, w wydaniu chrześcijańskim. Jest to program pomocny dla ludzi z wszelkiego rodzaju nałogami, zaburzeniami, problemami. Z dzisiejszej perspektywy widzę, że to właśnie ten program zmienił i zmienia mój sposób widzenia rzeczywistości i mojego (nie tylko mojego) problemu. Zaczęłam dostrzegać, że obsesyjne myśli są uzależnieniem umysłu, że jestem od nich uzależniona, jak alkoholik od kieliszka. Widzę też, co mi dają: mimo całego lęku i napięcia, z jakimi są związane, one powstrzymują mnie przed życiem. Dopóki myślę i analizuję, każdy dzień będzie przypominał poprzedni i nic się nie zmieni, chyba , że na gorsze. Jest to w pewnym sensie sytuacja komfortowa, bo nic nie muszę ROBIĆ, mogę po prostu MYŚLEĆ. Nie żyję, tylko myślę o życiu. I życie nie jest życiem, lecz staje się w mojej głowie zagadką do rozwiązania, a cała trudność polega na tym, że jest to zagadka nierozwiązywalna, bo stawiam sobie pytania, na które nie można wymyślić odpowiedzi.

I widzę już, tak jak kilka osób już tu napisało, że jedynym wyjściem jest nie wchodzić w te myśli, przestać sprawdzać, choć to jest akurat najtrudniejsze. Kiedy sobie na przykład pomyślę, że mogłabym zostawić to myślenie i analizowanie, ogarnia mnie przerażenie, bo wtedy nie miałabym już tego wirtualnego świata w mojej głowie i musiałabym zając się już tylko tym światem, który naprawdę jest, a nie rozpływać się w niebycie, w świecie mojego chorego umysłu, który się kręci wokół własnego ogona. Wtedy musiałabym wziąć za siebie odpowiedzialność i wziąć odpowiedzialność za własne życie, a to naprawdę nie jest łatwe. Musiałabym zacząć żyć i działać i życie nie byłoby już przewidywalne, jak dotychczas. I to jest chyba ta „korzyść”, którą mam z myślenia.

Czuję przerażenie, kiedy próbuję to puścić i zaczynam żyć, ale wtedy paradoksalnie jestem najszczęśliwsza. Największą nagrodą za puszczenie tych myśli jest uczucie, że ŻYJĘ. Poznałam na warsztacie osobę, która miała dokładnie ten sam problem i która trafiła tam wcześniej. Widziałam, że tego wyszła, czy tak naprawdę, wychodzi co dzień i już się nie daje, a jeśli tak się zdarzy, to na krótko i nie tak boleśnie, żyje już innym życiem i z inną świadomością i to było dla mnie ogromną nadzieją, że i ja mogę z tego wyjść. I wydaje mi się, że wychodzę, powoli, czasem mi się udaje na parę chwil lub dzień, czasem jeszcze wciąż w tym tkwię i nie umiem wyjść, ale widzę różnicę: kiedy nawet wchodzę w te myśli, to już nie tak głęboko. Dręczą mnie i bywam bardzo zmęczona, ale gdzieś tam z tyłu głowy mam tę świadomość, że i ta myśl, tak jak wszystkie poprzednie, prawdopodobnie nie jest „prawdziwym problemem” do rozwiązania, chociaż oczywiście takim się wydaje. A czasem nie mam tych myśli wcale i wtedy mam uczucie, jakbym obudziła się ze złego snu i jakbym zaczęła żyć w innym świecie. Gdybyście chcieli poczytać o tym programie, od niedawna jest strona internetowa: http://www.12krokow.com.pl/

Pozdrawiam Was wszystkich ciepło i życzę, abyście znaleźli drogę wyjścia, bo wierzę i coraz częściej doświadczam, że ona istnieje ;)

Komentarze (67)

2011-10-25 18:19

Bogusia

Doskonały materiał.Bardzo pani dziękuję.Chcę pomóc mojej mamie,która ma nerwicę natręctw.Ma 67 lat.

2011-10-28 10:26

Joanna

Pani Bogusiu, ja również dziękuję. Ucieszyłabym się, gdyby to mogło mamie pomóc. Czasem zastanawiałam się, jaki sens ma takie życie, które wydaje się bez sensu, cierpienie, ciągłe napięcie i niepokój i uczucie, że chyba zwariowałam. Dziś myślę, że może właśnie taki, żeby poźniej móc się tym podzielić. Pozdrawiam!

2011-11-06 23:17

Dorota

Chwilami miałam wrażenie,że czytam o sobie. Też analizowanie wszystkiego, też kościół, też modlitwy o uzdrowienie i też najlepsze chwile, kiedy po prostu się żyje, działa, a nie chce mieć wiecznie nad wszystkim kontroli!...
DZIĘKUJĘ!!!

2011-11-14 23:12

stasia

Dziękuję za opis tej choroby.Mam syna który cierpi na ZOK . Bardzo mnie denerwuje swoim zachowaniem.Po przeczytaniu Twojej historii zrozumiałam ,jak osobie chorej ciężko się pozbyć tych natrętnych myśli i czynności.Syn bierze tabletki i nie chodzi na terapię wiec nie ma poprawy .Sądzę,że terapia jest w tej chorobie konieczna.Mieszkamy w małej miejscowości i nie mamy takich mozliwiści.Serdecznie dziękuje











2011-11-15 22:11

Joanna

Stasiu,
od Jacka, który rozkręca program 12 kroków w Warszawie i okolicach (http://www.12krokow.com.pl/)słyszałam ostatnio, że są takie plany, żeby jeździć z tym programem na warsztaty weekendowe w okolice, gdzie nikt jeszcze warsztatów stacjonarnie nie prowadzi. Jeśli byłabyś zainteresowana dla syna albo dla siebie, można napisać maila (kontakty na stronie) i zgłosić taką potrzebę. Może coś mogłoby z tego wyjść, albo może mogłabyś się czegoś dowiedzieć.
Pozdrawiam!

2011-12-28 19:49

Krzysiek

Witajcie.
Praktycznie wszystkie objawy miałem albo mam do tej pory. Leczę się od pięciu lat raz lepszymi raz z gorszymi efektami. Teraz mam rzadziej występujace obsesje ale jak są to sa bardzo silne i uciazliwe.
Wstrętna choroba
Ostatnio naewet mam obsesje taka ze to nie ta choroba tylko inna:)

2012-01-05 21:19

Iza

Witam wszystkich.W tekście Joanny odnalazłam część odnośników do własnych problemów.Na NN[OCD]cierpię od prawie 30 lat,od 7 leczę się specjalistycznie-psychoterapia,farmakoterapia,12 tyg.terapia w szpitalu psych.w Komorowie.Biorę Setaloft i czuję,że natężenie moich obsesji ikompulsji jest jakby mniejsze,ale cały czas są i to jest najgorsze.Ta choroba tworzy więzienie z własnego umysłu.

2012-01-26 16:37

Gal Anonim

Dziękuję za tę historię. Wydrukowałem sobie ją i patrzyłem na nią w chwilach kryzysu. To mi pomogło na kilka dni. I zapewne dało mi też pewne zyski na dłużej. Twoja historia jest jak dotąd najbardziej podobna do mojej, dlatego tak mi się spodobała.

Moje objawy są odmienne od tych powszechnych - to znaczy też zdarzały mi się takie elementy jak wielokrotne mycie rąk, chodzenie w określony sposób, poprawianie sobie brwi, okularów na nosie, strzelanie kośćmi, itp. Ale - naprawdę nie chcę tutaj chwalić, ale nie wiem jak to inaczej napisać - uważam się za osobę dość inteligentną. I też pewien poziom świadomości, związany z tymi objawami pozwolił mi z tymi objawami wygrać. Jednak nerwica wówczas musiała się przystosować i w związku z tym ewoluowała. Stała się bardziej wyrafinowana i podstępna. Chodzi mi o to, że inteligencja tutaj w ogóle nie pomaga. Po prostu raz ja korzystam ze swojej inteligencji (gdy jestem obecny tu i teraz i nie reaguję na lęk), a raz nerwica (gdy ulegałem lękowi).

Głównym moim problemem było analizowanie wszystkiego, rozstrząsanie. Choć w głębi duszy od kilku lat jest we mnie taka siła, która mi mówi, że to jest zły pomysł. Ale potrzeba wielkiej...odwagi?...żeby tej sile zaufać. Może to nadświadomość, intuicja, może to Duch Święty, ale coś mi pomaga. W głębi duszy wiem, że powinienem żyć i nie dawać się wciągać w gierki nerwicy, ale nie tak łatwo jest zaufać ;)

Zwłaszcza, że zdrowy rozsądek tu nie wystarcza - ponieważ nerwica operuje na poziome podświadomości, który jest głębszy niż poziom racjonalnego myślenia.

2012-01-26 16:38

Gal

Wielokrotnie próbowałem sobie wszystko w głowie \"poukładać\" i wyjaśnić sobie, dlaczego już więcej nie powinienem ulegać nerwicy, że dzięki temu wszystko będzie dobrze, itd. I postanawiałem sobie, że już teraz tylko wykonam ostatni rytuał i potem już raz na zawsze będę wolny. Ale w ten sposób nerwica wracała tylnymi drzwiami. Ponieważ od nerwicy próbowałem uwolnić się...poprzez nerwicowe analizowanie o nerwicy.

Najlepsze jest to, że kiedyś moje cierpienie osiągnęło punkt krytyczny i z tego powodu byłem absolutnie zmuszony, aby zaufać tej wewnętrznej silne (nadświadomości) i w dużej mierze wyszedłem z tego...i to nawet na parę lat. I nadmiar obowiązków sprawiał, że nie miałem czasu, aby nerwica powróciła. Ale gdy presja czasu osłabła, zjawisko powróciło.

Ta strona mi pomogła w jakimś stopniu...bo już zyskałem silne przeświadczenie o tym, że nie powinienem analizować tych swoich myśli...dzięki Tobie Joanno...ale nerwica w podświadomości i tak znalazła swój sposób. Rzecz w tym, że tej wewnętrznej sile, która nam w głębi duszy mówi, że powinniśmy nie ulegać nerwicy, że tej sile powinniśmy zaufać ABSOLUTNIE BEZGRANICZNIE I BEZWARUNKOWO. I że powinienem robić, to co chcę - zamiast analizować. A umysł się dopasuje, tylko potrzebuje na to czasu. I to prawda, że kiedy to \"puszczam\", choć pojawia się silny lęk, to jednocześnie czuję się super wolny i szczęśliwy.

Jednak obawiam się, że słuchanie historii innych może tylko częściowo wskazać drogę, ale ostatecznie nam nie pomoże. Każdy musi sam odkryć, jak sobie z tym poradzić. Bo historia każdego, nerwica każdego, jest trochę inna. I nie da się słowami opisać tego, jak się od tego uwolnić. Można tylko wskazać początkową drogę. Ale nie da się słowami opisać tej wewnętrznej siły, której trzeba zaufać. Bo to jest ponad umysłem.

2012-01-31 22:11

Joanna

Przeczytałam Twój wpis Galu i chcę powiedzieć, że mam podobne spostrzeżenia i doświadczenia. Również uważam, że inteligencja w tym przypadku nie pomaga, co więcej, może powodować jeszcze większe zamieszanie, ponieważ można rzeczy analizować na tysiące sposobów. Mnie teraz głównie dręczy roztrząsanie przeszłości.
I też uważam, że wyjściem jest bezgraniczne zaufanie, w moim rozumieniu Bogu, i czasem mi się to udaje, ale często nie. Znam też to złudzenie, że przeanalizuję coś po raz ostatni, wpadam w to czasem, co prowadzi do tego, że niektóre tematy ciągnę już kilka lat. I ta świadomość, nawet to, że są momenty, kiedy czuję się wolna, na niewiele się zdają, bo często nie umiem wyjść z tego błędnego koła, wydaje mi się, że tym razem znajdę wspaniałe rozwiązanie i myślę dalej, chociaż wiem, że to droga na manowce, obłęd, nałóg. I zawsze to, co aktualnie analizuję wydaje mi się prawdziwym problemem, chociaż mam na koncie sporo „rozwiązanych” problemów, które analizowałam w przeszłości i które też kiedyś wydawały mi się prawdziwe i zatruwały mi życie, a okazały się bez znaczenia i niewarte marnowania na nie tylu lat, ani przeżywania takiego lęku. Ale i ta wiedza niewiele mi pomaga w praktyce. Pozdrawiam!

2012-02-01 22:15

Ada

Witam, dzisiaj byłam pierwszy raz u psychologa. Powiedział,że dobrze się zdiagnozowałam, bo bez testów widzi, że to ZOK. Tylko, że ja jestem w ciąży i nie zgodzę się na leczenie farmakologiczne. Czy jest może ktoś (tu będą poszukiwane panie:)), kto właśnie w ciąży dawał sobie jakoś z tym radę? Moim \"złem\" jest obsesyjny strach przed chorobami wirusowymi i lęk przed podpisywaniem dokumentów, umów, pokwitowań.

2012-02-02 17:49

Ada

witam, znalazłam te stronę, gdy szukałam informacji o nerwicy natręctw i jestem poruszona, ile osób na to cierpi. Ja już sobie nie radzę. Mam dość i jestem szczerze zmęczona sobą, a to chyba najgorzej. Dzisiaj nowy powód do zmartwień, wczoraj był inny, teraz oba się nałożyły. Ciągle wymyślam potencjalnie groźne sytuacje dla mojego zdrowia. Zwracam uwagę na rzeczy, na które normalny człowiek nie traci czasu. Najbardziej boję się chorób wirusowych i nie mówię tu o grypie czy ospie. Męczy mnie już to zamartwianie się, ciągły lęk. Czasami mam ochotę przespać ten okres napięcia, bo mi te lęki przechodzą po pewnym czasie, ale na krótko, coraz krótsze są te przerwy. I ciągle się zastanawiam, co wymyślę jutro, co zwróci moją uwagę i będzie kolejnym powodem do lęku.

2012-02-16 15:18

Joanna

Cześć Ada,
ja właśnie jestem w ciąży. W ogóle nigdy nie brałam leków, teraz jest raz lepiej raz gorzej, opisałam tu na górze swoją historię. Jakoś ciągnę, choć czasem mam wrażenie, że już jestem złą matką, bo zamiast preżywać tę ciążę, bardziej się zajmuję moimi obsesjami i \"przeżuwaniem\" przeszłości. Z chorobami też czasem mam, ale mniej i łatwiej mi z tego wyjść, niż z analizowania przeszłości.
Pozdrawiam

2012-02-22 20:21

Ada

Ja też uważam, że jestem zła dla mojego dziecka. Że mu robię krzywdę, bo ciągle się denerwuje. Nie mam już siły. Jestem sama, bo mąż na wyjeździe jeszcze dwa tygodnie. Wraca jedynie na weekendy, ale sama jestem od początku ciąży, bo oddelegowali go na cztery miesiące. Ciągle się czegoś boję, uważam na wszystko aż przesadnie. Nic mi się nie chce. Wiem, że częściowo nie sprzyjają mi te szalejące hormony, ale reszta to już tylko ja sama :(.

2012-02-23 03:18

Sandra

Światełko w tunelu, cierpię na ZOK ok 6 lat. Mam problem z czystością :) Ciągle piorę, myję ręce, brzydzę się wszystkiego bo jest brudne itd. Staram się z tym żyć ale doskonale wiem, że muszę udać się do specjalisty bo moje postrzeganie świata jest zaburzone. Twoja historia uświadomiła mi, że można się z tym uporać. Dzięki :)

2012-02-28 04:22

Bożena

ja mam nerwice natrectw od 15 lat. Teraz najciezszy okres, mimo ze sie lecze.Czesto boje sie wrocic do domu zeby go nie wybrudzic czyms, na bliskosc czego jestem narazona-a czego sie brzydze. Juz nie mam pomyslu co ze soba zrobic.

2012-02-28 04:24

Bożena

Sandra mam to co Ty.Doskonale Cie rozumie co czujesz.To niszczy moje zycie i wszystko dookoła.

2012-02-28 11:36

Piotrek

Bardzo fajny tekst dający nadzieję i ducha walki.
pozdrawiam

2012-03-02 19:54

Beatka.

Super tresc myslalamze tylko ja tak mam .Wiem ze to jest troche jakby ucieczka od realnego swiata .Jestem ciagle wsciekla dawniej taka nie bylam .Ciagle analizuje co kto na mnie mowi .

2012-03-06 17:56

Ada

Mam to samo Bożenko, najchętniej siedziałabym w wannie w wodzie z pianą, a dom odkażała kilka razy w tygodniu. Już czasami tak mnie to mysie się męczy, że albo odpuszczam, chociaż potem się boję, albo płaczę jak dziecko.

2012-03-07 11:11

ster

Ja mam w sobie paniczny strach przed złymi (!) konsekwencjami, boję się skończyć wymarzone studia, boję się pomodlić, choć bardzo tego chcę, ale panicznie się boję, mam zawsze wizję klęski...

2012-03-08 19:42

Ada

Ster, a jakie to miałby być konsekwencje, jeśli skończysz studia? Sandra, ja też tak mam tylko ja się boję wirusów, placówek medycznych, laboratoriów, pobierania krwi. Boję się, że tam są groźne wirusy. Potem, gdy wrócę do domu mam prażenie, że wszędzie to rozniosłam :(

2012-03-14 14:06

anusia

ja mam 12 lat i cierpię na nn od ok 4 miesięcy:-/całe szczęście rodzina szybko to zauważyła i byłam u lekarza.od jakiegoś tygodnia biorę leki.dodam też że czasem myję ręce ponad 15 minut i wciąż mam wrażenie,że są brudne.ni chcę tego robić ale choroba jest silniejsza ode mnie.napiszę też ,że od jakiś kilku dni siedzę w domu,bo boję się nawet wyjść do szkoły(myślę że się ubrudzę).wiem,że to głupie,ale nie potrafię sobie z tym radzić, pozdrawiam wszystkich,którzy chorują na nn.

2012-03-17 22:19

Aga

Joanno. Super opisałaś \\\"Swoją historię\\\". Na tę stronę trafiłam niedawno i wpisałam swój komentarz dotyczący pierwszych wrażeń pod linkiem (chyba) \\\"Jak rozpoznać nn\\\".
Przyznam, że jestem pod ogromnym wrażeniem tego, że ktoś w tak precyzyjny sposób może opisać MOJE PRYWATNE ODCZUCIA. Takie NAPRAWDĘ MOJE. Z mojego wnętrza, do którego nikt nigdy nie zaglądał. Niesamowite !!! Do tej pory poradziłam sobie z niektórymi rytuałami, liczbami i jakoś udaje mi się żyć. Nigdy nikogo wokół nie zadręczałam, gdyż moje przemyślenia były najlepsze, najbardziej precyzyjne, uderzające w sedno sprawy, więc NIKT nie potrafiłby mi tak pomóc jak ja sobie. W związku z tym po co w ogóle robić zamieszanie....
Ale teraz się to zmieniło. Nn jest tematem codziennych rozmów w mojej rodzinie. I bynajmniej nie są poruszane w nich moje problemy - o nieeeeee. Bo przecież te przeanalizuję sama - najlepiej. Mój 13-letni syn również ma nn. Tylko gdy go obserwuję to on ma gorzej. A właściwie to my mamy gorzej. Bo on ma PRZYMUS opowiadania mi o wszystkich ważniejszych (z jego punktu widzenia) wydarzeniach ze swojego życia. I dzwoni do mnie do pracy, wysyła sms-y, a gdy wrócę do domu to opowiada mi wszystko jeszcze raz, dlatego ponieważ na pewno przez telefon nie zrozumiałam go dobrze i na pewno moja opinia była wyrażona na podstawie \\\"niepełnych danych\\\". Musi mi to opowiedzieć jeszcze raz by mieć pewność, że powiedział wszystko jak trzeba i wtedy dopiero mogę wyrazić swoją opinię. A on pyta: \\\"ale czy na pewno to nic złego?, czy mówisz tak bo mnie kochasz\\\". Bardzo to jest frustrujące, ponieważ nie mam czasu na SWOJE SPRAWY. Bo ja przecież też mam kupę rzeczy do przemyślenia. I tak naprawdę nie jest to jakimś ciężarem nie do udźwignięcia. Jest ok. Tylko ten brak czasu...

2012-04-15 17:51

JOLANTA

ciesze sie,ze jest taka strona,gdzie mozan opisac swoje problemy ja ma wrazenie ,ze moje sa jeszcze wieksze niz wszyscy moi poprzednicy.Obsesja sprawdzania kurkow og gazu plus licze cigle jak to robie,sprawdzanie kranow w lazience ,wszystkie kable musze byc wyjete z kontaktow.Najwiekszy moj problem to sa wszelkie plyny.Moj najwiekszy problem to sa wszelkiego rodzaju plyny.Potrafie wyrzucic do smieci dopiero otwarte mleko czy napoj.To jest straszne i kosztowne.Ostatnio zaczelam kupowac bardziej ekonomiczne opakowania tzw.jednorazowe np.picie w kartoniku .To mi nie pozwala zyc normalnie .Strasznie sie mecze.Opisalabym wiecej ,ale to zajmie za duzo miejsca .Chetnie napisze jesli ktos sie odezwie z podobnym problemem.Pozdrawiam cieplo wszystkich i badzcie dobrej mysli ,choc ja nie jestem.

2012-04-20 20:47

Ada

Jolu, napisz coś więcej.
Joasiu, jak tam Twoja ciąża, jak się czujesz?

2012-04-22 15:00

Kasia

Cześć po przeczytaniu tej historii jestem pewna że także choruję na NN nie umiem sobie z tym poradzić proszę Joasiu pomocy.I ciągle ta myśl mnie nachodzi ze chociaż sprzątam cały dzień to wciąż jest brudno.Nie mam już siły jestem już tym wszystkim zmęczona.

2012-04-23 20:41

anonim

straszna jest ta choroba... ja lecze już sie 2 lata..i prawie żadnych rezultatów nie widzę. Niedługo idę do szpitala psychiatrycznego..moja siostra kiedyś też miała tą chorobę i wyleczyli ją. Daje mi to siłe że ja też wyzdrowieje. Jak jej sie udało to mi też. Do tej pory miałam wrażenie że nikt mnie nie rozumie.. ale gdy czytam Wasze historie odnajduje takie same natręctwa jak moje. Mnie głownie dręczy wszystko co jest związane ze szkoła... wstaję o 3 w nocy i uczę sie całymi dniami.. potrafię 10 razy na sprawdzianie sprawdzać czy dobrze zapisałam swój numer z dziennika. To strasznie dręczy.. to powtarzanie i analizowanie każdej sytuacji. Czasami patrzę na jakąś rzecz i jakbym nie była pewna czy ona tam jest. Często chce mi sie płakać i mam takie myśli że nic w życiu nie ma sensu. Jednak czasami myśle sobie że może ta choroba ma jakiś sens.. teraz mam lepszy kontakt z mamą siostra i chłopakiem. Może to jakaś lekcja. Wiara w Boga daje mi wiele sił. Może Bóg wystawia nas na próbę wiary. Ja wierzę głeboko że Nam sie uda i wygramy z tą chorobą ;) Pozdrawiam !

2012-04-23 20:43

anonim

Ja też mam tą straszną chorobę... jak to strasznie męczy to analizowanie każdej myśli i sytuacji. Już nic nie potrafię zrobić odruchowo bo za chwile pojawiają sie myśli czy ja na pewno to zrobiłam..

2012-04-24 20:55

Katherine

Witam. Dzieki za artykuł, teraz wiem juz na pewno, że choruje na nerwicę natrectw. Mam 17 lat i szczerze mówiąc nie pamietam, żebym kiedykolwiek była normalna. Obsesje sa częścią mojego życia, odkąd pamietam. Będąc dzieckiem, myslałam że to normalne. Zaczęło się od powtarzania w myślach napisach, np. na ksiazkach w moim pokoju, takich które często widziałam i musiałam je powtarzać w odpowiedniej kolejności siedem albo trzynascie razy, najwazniejsze żeby nigdy nie wyszło 6. Pojawiły się również obsesje na tle religijnym, co parę minut musiałam całować krzyżyk, który nosiłam na szyi, chociaz wiedziałam, że wygląda to idiotycznie. Ogólnie jest tego mnóstwo, nawet nie wszystkie mogę sobie przypomniec, tak sie do tego przyzwyczaiłam. Najgorszę jest to, że nie moge zapomniec o przeszłości. Wiem na 100% co jest tego przyczyną i nie potrafie przestac tego rozpamiętywać, chociaż osoba, która jest za to odpowiedzialna zmieniła się, nie potrafię jej przebaczyć. To wszystko dałoby sie znieść, gdyby nie lęki, przez które nie mogę spać w nocy. Boję się, ale nie wiem czego. Solidaryzuję się ze wszystkimi, którzy chorują na to, ponieważ doskonale to rozumiem. Życze wszystkim zdrowia. :)

2012-04-28 08:05

Katherine

Mam jeszcze jedno pytanie. Czy to koniecznie trzeba leczyć? Tzn., mam na myśli to, czy nieleczona nerwica natręctw może przerodzić sie w inną chorobę?

2012-05-18 16:14

Joanna

Kasiu,
proszisz o pomoc, ja nie umiem Ci pomóc. Dla mnie pomocą było znalezienie osób, także w bliższym otoczeniu, które przez coś podobnego przechodziły i widziałam poprawę, co dawało mi nadzieję. I przede wszystkim te terapie, o których pisałam, najpierw poznawczo-behawioralna, żeby w ogóle poznać ten mechanizm, a później warsztat 12 kroków, o którym więcej można przeczytać na stronie http://www.12krokow.com.pl/. Bazuje on na terapii uzależnień, a myślę, żę obsesje są uzależnieniem umysłu. Ta terapia i warsztat dały mi coś w rodzaju narzędzi, ale wciąż nie zawsze umiem je zastosować i choć na pierwszą z tych terapii poszłam chyba 2,5 roku temu, a warsztat zaczęłam 2 lata temu, a skończyłam w listopadzie 2011, to wciąż się dopiero uczę , jak z tego wychodzić i czasem mi się udaje, a czasem nie. Różnicę widzę w proporcjach: coraz więcej mam chwil, czy godzin, w których cieszę się swoim zwykłym życiem a coraz mniej czasu poświęcam na analizę i np. przeżuwanie przeszłości lub chęć rozwiązania jakiegoś nierozwiązywalnego problemu, chociaż czasem wciąż w to wchodzę, np. dziś.

2012-05-18 16:15

Joanna

Widzę też różnicę w natężeniu tych dręczących myśli. Już nie są tak silne i nie wywołują panicznego lęku, tylko jestem nimi zmęczona. czasem też pomagają zwykłe codzienne czynności: wyjście na spacer, czy załatwianie jakichś przyziemnych spraw, wtedy wychodzę ze swojej głowy i zaczynam działać w realnym świecie, a po jakimś czasie sama się dziwię, że tyle czasu spędziłam na roztrząsaniu czegoś, co z dystansu wydaje mi się bzdurą lub bez znaczenia. Poszukam na stronie głównej informacji o poradniku dla cierpiących na zespół natręctw, bo kiedyś tam takie dane zamieściłam.
Katherine, pytasz, czy to trzeba leczyć i czy to się może przekształcić w jakąś inną chorobę. Tego nie wiem, ale wiem, że ja akurat doszłam do momentu, kiedy wydawało mi się, że zwariowałam, a jeśli jeszcze nie zwariowałam, to pewnie niedługo zwariuję i szukanie pomocy było dla mnie kwestią, chyba nie przesadzę, jeśli powiem, że życia lub śmierci, wiedziałam, że dłużej tego nie zniosę, bo te obsesje mnie wykończą.

2012-05-18 16:15

Joanna

I każde znalezienie czegokolwiek pomocnego, terapii, książki, czy rozmowa z kimś, dla kogo ten problem nie był obcy, dawało mi trochę nadziei.
Trzymajcie się. Naprawdę wierzę, że z tego można wyjść, chociaż to nie dzieje się od razu i to dość długotrwały proces uczenia się innego funkcjonowania. Czasem jestem zmęczona tymi nawrotami, ale wtedy sobie tłumaczę, że jeżeli obsesje towarzyszyły mi przez ok. 20 lat, bo teraz mam 33, to nic dziwnego, że to nie może się zmienić od razu.
Pozdrawiam Was:)

2012-05-18 16:18

Joanna

Witajcie,
przy okazji porządków znalazłam \\\"Poradnik dla chorych na zespół natręctw\\\", który dostałam kiedyś od psychiatry. Nie wiem, gdzie go można dostać, ale są namiary na autora i wydawnictwo, więc może tam. Ja mam wydanie 2, poszerzone z 2010 r.

Autor:
dr Maciej Żerdziński
Szpital Centrum Psychiatrii, Oddział Psychiatrii II
40-340 Katowice, ul. Korczaka 27
tel. (032) 603 84 00
avalone@wp.pl

Wydawnictwo:
Kangur
02-784 Warszawa, ul. Janowskiego 11/2
tel./fax: (022) 644 27 66, 644 04 34
www.kangur.com.pl
Pozdrawiam!

2012-05-20 22:31

kaska

ja na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne choruje już 5 lat, mam chyba najgorsze myśli ,że zabije swoją córkę to naprawdę boli trudno z tym żyć leczę się od 5 lat a wcześniej miałam te myśli do swojej chrześnicy! kocham swoją córkę najbardziej na świecie myślałam nawet czy nie jestem opętana! jeśli ma ktoś takie myśli proszę odpisać!pozdrawiam

2012-05-24 21:44

Joanna

Cześć Kasiu,
nie mam akurat takich myśli, ale pamiętam, że jak chodziłam na terapię, to terapeutka podawała dokładnie ten przykład: że matka, która normalnie kocha swoje dziecko i jest dobrą matką ma np. myśl, że je zabije i w związku z tym uważa, że musi schować wszystkie ostre narzędzia przed samą sobą. Pamiętam, żę mówiła też, że taka myśl zdarza się wielu rodzicom, tylko że akurat rodzice, którzy nie cierpią na natręctwa potrafią podejść do tego z dystansem, coś w rodzaju: \"No tak, miałam taką myśl, ale to tylko myśl, jestem dobrą matką, kocham moje dziecko, a dziś mam po prostu gorszy dzień/jestem zdenerwowana/niewyspana/zmęczona i przyszła mi do głowy akurat taka myśl\". Ale nie biorą tej myśli za rzeczywistość i nie traktują jej poważnie, tzn. nie przejmują się tak, tak jakby pozwalają jej odejść. Pozdrawiam:)

2012-06-22 20:55

Tomek

Ja również męczę się z tym draństwem od wielu lat, raz jest lepiej, raz gorzej. Wiele razy łudziłem się, że samo mi to przejdzie - zawsze powracało, czasami ze zdwojoną siłą ... Mam 29 lat i dopiero pół roku temu odważyłem się na wizytę u psychiatry - żałuję, że nie zrobiłem tego wcześniej. Dostałem sertralinę, która mocno wyciszyła moje natręctwa. Moja rada dla wszystkich cierpiących na ZOK: nie zwlekajcie z wizytą u lekarza psychiatry, istnieją skuteczne metody walki z naszą chorobą. Życzę wszystkim dużo zdrówka :)

2012-07-17 15:41

lalka

O rany, przeczytałam wasze wszystkie wpisy i jestem przerażona, że to co mnie ciągle ściga to nn. Najgorsze, że już się wkurzam, że nie napiszę wszystkiego co bym chiała, bo nie umiem sobie przypomnieć wszystkich sytuacji i nie opiszę tego tak perfekcyjnie jakbym chiała - kolejna obsesja dążenie do doskonałości, perfekcji, ale już nawet nie z własnej ambicji, tylko z obsesji, że musi być wszystko perfekcyjnie, najlepiej w punktach i z kropkami po po każdym wypunktowaniu...:/ Jestem przekonana, że inteligencja nie pomaga w tej chorobie, a jedynie ją pogłębia...
Mam taką sytuację, że mam mieszkanie, w którym pół tygodnia, przebywa mój ojciec, który pracuje (w niezbyt sterylnych warunkach - warsztat).Oczywiście te pół tygodnia jest dla mnie koszmarem, bo chodzę i nieustannie wycieram klamki, myje podłogę i nie pozwalam mu kluczyków i telefonu kłaść na stole (bo przeciez na nich są grozne bakterie - a to przecież stół do jedzenia), zamęczam go i zadręczam jak wejdzie, aby umył ręcę, potem jak wyjedzie na kilka dni, odkurzam kanapę na której śpi, bo na pewno jest brudna...(i mechanicznie sprzątam dom wraz z wycieraniem włączników i klamek). Kolejna sprawa, to fakt, że ciąglę myślę. Co zrobić, żebym w końcu była perfekcyjna? Nie umiem zrobić porządku w komputerze, bo nie wiem czy wg dat, czy tematycznie je uporzadkować czy jak? i rozmyślam przez 2 miesiące,odwlekając tak błachą sprawę. W pracy mam wrażenie, że mnie wszyscy obserwują i co sobie pomyślą... (choć atmosferę mam akurat wspaniałą i fantastycznych ludzi). Mam problem z czymkolwiek co kupuję do domu, np sprzęty, bo muszę wybrać najlepsze perfekcyjne - a nie przeczytałam wszystkich opinii świata!!!

2012-07-17 15:41

lalka

Wszystko staram się uporządkować, chociaż mi się czasem nie chce... kurcze kiedyś taka nie byłam, miałam bałagan i mi to kompletnie nie przeszkadzało..) Ale np w podstawówce, miałam tak, że jak się pomyliłam jedną literkę, to potrafiłam wyrwać kartkę z zeszytu i przepisywać od nowa, bo mój zeszyt nie był idealny... Nie potrafiłabym wsiąść do tramwaju bo tam mnie wszystko obrzydza, a zwłaszcza ta rurka, na której wszyscy zostawiają swoje bakterie - dobrze, że jeżdżę autem póki co... dużo tego jest, to tylko przykłady, ale ogólnie jeszcze nie popadam w jakąś panikę potrafię jeszcze na to trzeźwo spojżeć i się pochamować, siostra mnie straszy, że mam się opanować bo to się pogłębia, mam nadzieję, że sama jakoś to zwalczę... Pozdrawiam wszystkich :)

2012-07-17 15:47

lalka

i czytając swój kometarz, spostrzegłam, że zrobiłam jeszcze bład ortograficzny, który razi mnie w oczy..

2012-08-04 18:27

mika

Witajcie. Chyba potrzebuję trochę wsparcia, pomyślałam, że możecie mi pomóc. Od kilku lat jestem z mężczyzną, który ma ZOK. Jestem tego świadoma od samego początku naszej znajomości. Był leczony, obecnie nie przyjmuje leków, ani nie uczęszcza na terapię. Wiem czym jest ZOK, rozumiem mechanizmy działania, ale czasami to nie wystarcza, bo jestem tylko człowiekiem, też podlegam nastrojom, a jego zachowanie, jakkolwiek bym nie rozumiała podłoża tego zachowania - bardzo rani.
Boję się, że przestaję mieć siły.
Każdy drobny stres, nie wspominając o niepowodzeniach i większych problemach wywołuje w nim napady furii, albo przynajmniej złości. Czasem krótkotrwałe, ale to nie ma większego znaczenia, bo słowa, które wówczas padają są dla mnie trudne do zniesienia. Czuję się jak w pułapce. Z jednej strony widzę, jak cierpi sam ze sobą, drugiej - ja też cierpię. Czasami tracę siły potrzebne na rozumienie go, nie odnoszenie personalnie do siebie jego ataków. To strasznie trudne. Mam za dużo lat, żeby wierzyć, ze miłość wszystko pokona:(
czuję raczej, że jego choroba pokonuje mnie i moją miłość

2012-09-02 18:54

Melody

Na początku dziękuję za utworzenie takiej strony i za to, że dzielicie się swoimi doświadczeniami. Zdaje się, że cierpię na to, co Wy. Mam myśli, które tak jak Wam nie dają spokoju. Mam 23 lata, od 4 lat dręczą mnie myśli, że powinnam iść do zakonu, a wszystko inne, co robię jest złe i nie da mi szczęścia w życiu, strach przed potępieniem. W dużym skrócie- bardzo mnie to zmieniło, a także moje kontakty z innymi, bo tak bardzo wycofałam się w siebie, a poważne rozmowy o życiu wywołują u mnie duże lęki. Dochodzą do tego myśli, które natrętnie (bo nie umiem tego inaczej opisać) namawiają mnie do wejścia do kościoła czy do odmówienia kolejnej modlitwy. Jestem osobą wierzącą i bardzo chcę kochać Boga, ale to wszystko jest tak ciężkie jak tylko umiem sobie wyobrazić. Kiedy to wszystko zaszło tak daleko, że nie byłam w stanie jeść, uczyć się, chciałam umrzeć, wyparować- czułam się jak w piekle tu na ziemi uznałam, że coś jest ze mną nie tak. Szukałam pomocy u sióstr zakonnych i księży, aż jedna siostra postanowiła mi pomóc i poleciła psychologa. Chodzę na psychoterapię od 4 miesięcy, ale nie biorę żadnych leków...
Do dziś nie potrafiłam zrozumieć dlaczego pani psycholog nie pozwala mi za dużo opowiadać o moim \\\"rozstrząsaniu\\\" ciągle tego samego tematu, który tak jak Ty Joanno rozważałam BEZUSTANNIE na milion sposobów. Nie rozumiałam dlaczego każe mi stanąć z boku i \\\"oglądać siebie z zewnątrz\\\".

2012-09-02 18:54

Melody

Przecież te myśli są najważniejsze w życiu dla mnie...i widzę, że to jest właśnie to błędne koło niepokoju i lęku, żktórym jest mi tak ciężko sobie poradzić. Miałam ogromne obawy przed pójściem do psychologa bo nie wiedziałam czy to jest wola Boga czy robię coś przeciw Bogu, bo nie chcę iść do zakonu...i tak dalej.
Dziś dziękuję Bogu za Was i Wasze doświadczenia które właśnie dziś pozwalają mi stanąć z boku i spojrzeć inaczej na moje \'bezustanne myśli\'. Zastanawiam się tylko czy dobrze zrobiłam idąc do psychologa a nie do psychiatry...jak myślicie?

2012-09-03 21:46

Izabela

Mam 30 lat, nerwicę od ok 13 roku życia. Ta choroba to koszmar. Biorę leki i są momenty kiedy jestem prawie wolna i kiedyś wydawało mi się że się udało,że jestem wyleczona, że ONA już nie wróci - teraz wiem że zawsze będzie ze mną. Gdy wyjątkowo nic mnie nie dręczy (dzięki lekom takie dni się zdarzają) to myślę sobie jaka jestem głupia że np. bałam się zarażenia AIDS poprzez spojrzenie na plamę krwi. Nie mogę zrozumieć jak mogłam być na tyle głupia żeby całymi tygodniami się zdręczać czymś takim. Skoro sama nie mogę tego zrozumieć, jak ma zrozumieć to moja rodzina? Dzisiaj znów czuję się tragicznie, jak to możliwe że wiedząc że to \"tylko\" natręctwa, martwię się nimi tak że odechciewa mi się żyć.
Ale mimo wszystko miło poczytać że nie jestem jedyna...

2012-09-15 09:45

Ewelina

A ma ktoś nn na tle religijnym? Proszę o odpowiedź, szukam pomocy na tym tle.

2012-09-24 19:57

miriam102

Przypadkowo znalazłam tę stronę.Moja choroba NN zaczęła się, jakieś 16 lat temu.Ale pamiętam epizody z dzieciństwa,kiedy to miałam swoje jakieś rytuały.Leczenie farmakologiczne zaczęłam właśnie jakieś 16 lat temu.Bywało raz lepiej,raz gorzej. W obecnej chwili,nastąpił nawrót choroby już ponad rok!Cały czas jestem na lekach,korzystałam z terapii indywidualnych i grupowej,ale jakoś nie mogę ruszyć tak naprawdę do przodu.Przeczytałam list Joanny.Przeczytałam go chyba, ze 3 razy.Dokładnie, to co tam opisuje, to jakbym czytała o sobie.Bardzo mądrze napisałaś Joasiu,że jeżeli wejdzie się w to myślenie,to nie ma końca!!!Na pewno najlepiej byłoby,nie analizować swoich myśli natrętnych,poprawianie setki razy,np. mycie garów,mycie okien,i sprawdzanie czy nie ma smugi,ale to jest niestety w tej chorobie najgorsze!Jak powiedzieć sobie dośc stop! wszystko zrobiłam najlepiej jak mogłam.Tylko to dla mnie, cały czas jest trudne w realizacji.Jeżeli Joasiu zaglądasz tutaj,proszę napisz,jak teraz sobie radzisz.Słyszałam o terapii behawioralno-poznawczej,że daje dobre rokowania do wyzdrowienia.Czasami się załamuję,bo nie mam już siły walczyć.Może ktoś,ma jakiś sposób,jak radzić sobie z tymi niechcianymi,męczącymi myślami.Mam nadzieję ,że ktoś się odezwie,że ta strona trochę ruszy z miejsca.Bo łatwiej jest pokonywać razem przeszkody w naszym ,nie łatwym życiu!Serdecznie Wszystkich pozdrawiam.....

2012-09-26 22:01

miriam102

mam nadzieję,że w końcu ktoś się odezwie!Jeżeli zagląda tutaj ktoś,kto chciałby się podzielić swoimi problemami.Chętnie porozmawiam,NN jest chorobą ciężką w leczeniu,ale są ludzie,którym udało się z tego wyjść.

2012-10-10 22:42

Darka

dokladnie miriam102:) mi sie udalo..3 lata bez natrectw...powrot do zycia:)

2012-10-17 19:39

miriam102

Cześć Darka!Mam pytanie,czy podczas choroby zażywałaś leki na NN?Jak teraz od 3 lat dajesz sobie radę.Czy w ogóle nie dopadają cie natręctwa?Pozdrawiam,

2012-12-14 14:35

Joanna

Witajcie!
Chciałabym dopisać dalszy ciąg mojej historii w skrócie, nie wiem, ile mi się uda, bo dziecko śpi. Jak się obudzi, będę musiała skończyć. Urodziałam synka w czerwcu i on na pewno pomaga mi żyć innym życiem. Myśli wracają, ale na coraz krócej, czasem potrafię się nimi nie przejmować, myślę sobie: O, mam obsesje i zajmuję się czymś innym. Obudził się, kończę. Na razie!

2012-12-14 19:28

Joanna

Znów śpi, więc mogę pisać. Czasem mam wciąż jeszcze dni pełne obsesji. Ostatnio zaczynam odkrywać, że wchodzę w te myśli wtedy, gdy rzeczywistość jest zbyt trudna do zniesienia i nie radzę sobie z jakimiś uczuciami, wówczas uciekam do swojej głowy. Np. czasem w weekend dopadają mnie obsesje, akurat w te dni, które mogę spędzić z mężem. I doszłam do tego, że tak bardzo boję się bliskości, zaangażowania, że często \"łatwiejsza\" jest ucieczka do swojej głowy i samotność, zwłaszcza, że w sumie od dziecka byłam samotna i nie bardzo wiem, jak zbudować stałą stabilną relację, dopiero się tego uczę.

2012-12-14 19:31

Joanna

Albo np. dziś zaczęły mnie dopadać myśli i zadałam sobie pytanie: co jest dla mnie takie trudne, że muszę uciec. Doszłam do tego, że to myśl o powrocie do pracy po urlopie macierzyńskim. Obawaim się tej zmiany, innego trybu życia, zostawienia dziecka, szukania opiekunki itd. Było to dla mnie tak trudne, że zaczęłam odlatywać od rzeczywistości w myśli.

2012-12-14 19:37

Joanna

Widzę to trochę w kategoriach sięgania po kieliszek, tylko, że ten kieliszek mam w głowie. Często zadaję sobie pytanie: Co takiego się wydarzyło, co takiego przeżywam, że muszę to \"zapić\"? Padło pytanie o terapię poznawczo-behawioralną. Mnie się przydała, pomogła mi stanąć z boku i obserwować mechanizm. Pomogła mi też zobaczyć, przynajmniej czasem dostrzec, że te myśli, które mnie dręczą, nie są \"prawdziwe\", że niezależnie od myśli, mechanizm jest ten sam, a celem ucieczka od tu i teraz. Oczywiscie nie zawsze jestem taka mądra i jak już wejdę w te myśli, to wydają mi się prawdziwe mimo całej wiedzy i doświadczenia w obchodzeniu się z nimi. Obudził się

2013-01-12 15:45

Oskar

Cześć,ja mam nerwicę natręctw od 8 lat,nie zgadzam się,z niektórymi komentarzami,które tu widzę.To nie koniec świata,ani cierpienie Jezusowe:)wiem,że czasami jest ciężko,że myśli są przykre.Sam mam takie,które sprawiają mi cierpienie.Ale trzeba walczyć.Ja od 6 miesięcy chodzę na terapię.Napisałem do wszystkich psychologów w swoim mieście,wybrałem najlepszą.Efekty są bardzo zadowalające.Z punktu widzenia moralnego dużo mi dała terapia,mam nadzieję,że niedługo ją skończę.Psychiatrę też wybrałem.Lek pomagał,ale przestał.Poszukam kolejnego leku,bo od razu nie da rady dostosować leku do danej osoby.Ale wiem,że się wyleczę i mi się uda:)Wiem jak cierpicie,ale nie poddawajcie się,psycholog,lekarstwa i praca!I dacie radę.Pozdrawiam znerwicowanych:)

2013-02-12 22:15

Gal Anonim

Droga Joanno,

Jak dla mnie, opis Twojej historii znacząco odbiega od opisu typowej nerwicy natręctw.
Czy słyszałaś może o osobowości anankastycznej i osobowości psychastenicznej? Proponuję, żebyś poczytała sobie, zwłaszcza o tej pierwszej. Podobno ma ją około co czwarta osoba z nerwicą natręctw. Może czytając o tych osobowościach, dowiesz się czegoś więcej o sobie? A może nie...ale myślę, że nie zaszkodzi spróbować.
Ja na przykład najpierw myślałem, że mam nerwicę natręctw, ale teraz już nie jestem tego taki pewien...nerwica natręctw bywa często mylona z osobowością anankastyczną.
W moim przypadku w dodatku sytuacja jest o tyle skomplikowana, że część objawów z nerwicy natręctw się zgadza, część objawów z osobowości anankastycznej i część objawów z osobowości psychastenicznej. Ale nie udało mi się jeszcze ustalić, co to jest dokładnie.

Pozdrawiam.

2013-02-17 22:02

Kasia

Potrzebuję pomocy...
dowiedziałam się, że mój chłopak jest chory. Jego obsesje są po części związane ze mną (wdaje się w kłótnie, chociaż wie, że nie ma to sensu). Długo zastanawiałam się nad przyczyną jego dziwnych jak na mężczyznę wahań nastroju, aż moja zagadka rozwiązała się sama. Zdałam sobie sprawę, jak utrudniałam mu życie dodatkowo go oskarżając i wdając się w te sprzeczki o byle co. Powstaje tylko pytanie - jak się zachowac? Wiem wiem, musi czuc się akceptowany, miec wsparcie itd. A co z obsesjami?(jest ich jeszcze kilka, np. odkładanie telefonu daleko od siebie)Ignorowac? Zmieniac temat? Czy lepiej przeciwstawiac się im? Powiecie terapia, leki... wiem. Dowiedziałam się, że chodził i brał, nie wiem, jak dawno temu. Jest bardzo wrażliwy i nie chcę go teraz zarzucac pytaniami i dobrymi radami, muszę do tego podejśc delikatnie. Wierzę, że sobie poradzę. Tylko co z tymi natręctwami? Jak powinno się na nie prawidłowo reagowac?

2013-05-30 20:47

Agnieszka

NN pokonałam!!! Jestem przekonana, że można z tego wyjść! Nie traćcie nadziei.
Zyję bez nn już ponad 20 lat. Właściwie o tym zapomniałam, dopiero objawy choroby osób z rodziny spowodowały, że zaczęłam interesować się tymi stronami. Po przeczytaniu Waszych historii, przypomniałam sobie własne zmagania i cierpienia, i teraz patrząc wstecz na swoje doświadczenia mogę stwierdzić, że cała sztuka polega na tym, aby powiedzieć sobie: dość! Stop!I przestać reagować lękiem - tak jak pisze o tym miriam102.Dotyczy to również natręctw na tle religijnym (które również mnie nękały). Poradziłam sobie z nimi w następujący sposób: skoro grzech to świadome i dobrowolne przekroczenie przykazań bożych/kościelnych, to moje myśli bluźniercze są wprawdzie świadome , ale niedobrowolne, więc nie mogą być grzechem i lęk odpuścił. Myśli jeszcze przez jakiś czas się pojawiały, ale już nie reagowałam na nie lękiem, więc pojawiały się coraz rzadziej, bo nie miały już dla mnie żadnego znaczenia. Pozdrawiam wszystkich i nie traćcie nadziei! Po prostu przestańcie na myśli natrętne reagować lękiem.

2013-05-31 12:49

MaMa

Witam!
Ja mam tak samo z tymi problemami! Codziennie rano się budzę i od razu nachodzi mnie myśl czym tym razem będę się przejmowała. Najgorszym moim problemem było to (aż wstyd się przyznać), że będąc w ciąży z moim długoletnim partnerem zadręczałam się tym, że to nie jego dziecko tylko może mojego brata bo mógł on gdzieś zostawić swoje nasienie np. na ręczniku i ja go użyłam! To było straszne na szczęście mi juz to przeszło, ale mam teraz inne zmartwienia + opsesyjne sprawdzanie kurków,światła itp.

2013-12-03 23:16

Magdalena

Witajcie!
Jestem tu po raz pierwszy i przeczytałam najpierw list Joanny. Bardzo poruszył mnie list Twój Jolanto z 15.04. 2012.
Ja czuję się od 5 lat zupełnie wolna od prześladujących mnie przez 8 lat (2000-2008) obsesyjnych mysli na temat tego, ze jestem potępiona, które doprowadziły mnie do wielu pobytów na oddziałach psychiatrycznych i w końcu do elektrowstrząsów. A uwolnił mnie od tych myśli zupełnie Jezus podczas przyjęcia Komunii Św. 30. 11. 2008 r. (Myśli nie powróciły do tej pory) i jeszcze dodatkowo 1.12.2008 roku przyjęto mnie do pracy na etacie, w której do tej pory pracuję. Dzisiaj cieszę się życiem choć jeszcze kilka lat temu wydawało mi się, ze jestem zupełnie przegrana i ze to już koniec.
Pozostało mi natomiast bardzo częste sprawdzanie kurków gazowych, kiklukrotne sprawdzanie zamków po wyjsciu z domu i sprawdzanie czy wyjęte są wtyczki z kontaktów. To jest bardzo męczące. Na to nie biorę do tej pory żadnych leków. Ostatnio byłam na oddziale na Dolnej (super Oddział !!!)
Cieszę się, że dzisiaj trafiłam na tę stronę a zwłaszcza na List Twój Jolanto. Modlę się o uzdrowienie z tego jak się dzisiaj okazuje uzależnienia od sprawdzania.
W styczniu 2014 zaczynam warsztat 12 kroków na Skaryszewskiej. Hura!!!
Pozdrawiam. M.

2013-12-03 23:46

Magdalena

Witaj Ewelino!!!
Sytałaś czy ktoś ma NN na tle religijnym. Tak miałam i z tego wyszłam ale przeżyłam koszmar. To Jezus uzdrawia!!! wtedy kiedy chce. Dzisiaj jestem Mu wdzięczna za moją bardzo trudną historię. Dzięki niej poznałam i wciąż poznaję fantastycznych ludzi. A dzisiaj trafiłam na tę świetną stronę. Pozdrawiam Waszystkich a zwłaszcza Ciebie Ewelino. ODWAGI !!!

2014-02-18 19:24

cień

Też choruje na ta okropna chorobę... już kilka lat z tym walczę... zaczęło się od tego że bałam się wychodzić z domu bo myślałam że będę mdlala a skończyło się na tym że teraz boję się zajść w ciążę ... wszędzie gdzie widzę coś białego kojarzy mi się wiadomo z czym ...:/ mam chłopaka z kt wspilzyje , ale jego się mię brzydze.. tylko np kogoś z rodziny ktoś bliższy... myje ręce kilkanaście razy dziennie.. jak mam się pozbyć tego wszystkiego???:/pomocy

2014-02-24 23:20

Kasia

Sprobujcie nie wykonac jakiejs kompulsji i zobaczycie,co sie stanie.Odczekajcie dłuższa chwilę.Jak będzie zbyt ciężko,powiedzcie sobie:A kto obiecał,że będzie lekko?\"Lęk opadnie.Wypróbujcie to kilkakrotnie.Nie odpuszczajcie!!!Przekonacie sie,że to działa:umysł uczy sie,że nie trzeba wykonywać danego rytuału,zeby dobrze sie czuć.
Potem leci juz z górki.
Oto moja historia.Tak pokonałam NN.Na natrętne myśli pomaga mi świadomość,skąd sie biora i że są fikcją.Znikają.Powodzenia!!!!!!!!!!!!!

2014-03-04 08:35

Krzysztof

Czy nadal kontynujesz 12 kroków? Czy są efekty? Ja właśnie zacząłem. mam NN i dużo wątpliwości czy to ta droga. Psychiatra proponuje raczej terapię. Kiedyś próbowałem i było nieźle ale wszystko odrosło. Stoję przed dylematem: czy przerwać 12 kroków i iść na terapię.

2014-04-27 14:07

entre

Teraz już wiem dlaczego od 20 lat budzę się z jedną i tą samą myślą.Nienawidzę natręctw ,ja obstawiam wadliwy czynnik biologiczny inaczej tego pojąć się nie da.Do czasu gdy myślałam że NN to moja cecha osobista dopuszczałam rolę środowiska,ale tak na logikę gdyby impuls elektryczny szedł prawidłowo nie cofając się nie byłoby natręctw.

2014-05-28 10:27

Madzia

Witam, tak sobie czytam Wasze posty. Piszecie o mnie :)
Nie będę się tu użalać jakie myśli mi przychodzą do głowy, co mnie przeraża. Walczę z NN od 4 lat, a miałam od małego. Do dziś pamiętam jak mnie bolał bark od rzucania się na drzwi, żeby sprawdzić czy są zamknięte.
Apogeum było 4 lata temu, trafiłam do szpitala na neurologie i tam w końcu ktoś zauważył lęki. Leki, terapia, z lepszymi i gorszymi skutkami. Jak biorę leki, to nie jest źle. Ale teraz chcę rozwiązać sprawę na trzeźwo. Pewnie dlatego, że boję się, że leki mi zagłuszają sumienie, a ja mam obsesję na punkcie moralności :)
Chcę tylko powiedzieć, że wiele z nas pamięta te lepsze momenty. I tego trzeba się trzymać. Było dobrze, będzie dobrze, a w tej chwili mam zaburzone myślenie, będę się nad tym czy tamtym zastanawiać, jak poczują się lepiej.
A tak dla poprawienia humoru dodam, że żałuję, że mi nie poszło w \"sprzątanie\", bo bałagan w domu jak cholera :)
Trzymajcie się, wierzę, że damy radę :)

2014-06-29 00:13

to ja

Moja kochana córka na to cierpi,jest mi smutno.

Dodaj komentarz